Menu

Piłkarski Obłęd

Jestem wielkim fanem/fanatykiem piłki nożnej. Myślę o niej 24 godziny na dobę 7 dni w tygodniu. Chcę swoja pasją podzielić się z innymi. Nie będzie to blog tylko o tym największym futbolu. Bo piłka toczy się nie tylko na Anfield, Stamford czy Santiago...

Małe Euro ruszyło.

futbolbezprzerwy

Chciałoby się powiedzieć: wreszcie. Wczoraj w Kielcach meczem Szwecja-Anglia rozpoczęło się "małe Euro", czyli Mistrzostwa Europy do 21 lat. Impreza, na której nasi reprezentanci mogą zrobić coś wielkiego. Pytanie tylko czy udźwigną presję, którą muszą dźwigać na swoich plecach. Media, czyli mistrzowie megalomanii tak nadmuchały balonik, że ten wczorajszego wieczoru, spektakularnie pękł. Polacy powinni byli zagrać tak jak to zrobili podopieczni Pavola Hapala, a byli po prostu słabsi od naszych południowych sąsiadów.

Czeski trener nie eksperymentował ze składem i wystawił piłkarzy, którzy dali awans na polski turniej. Słowackie media nie mogą nachwalić się zawodników byłego szkoleniowca Zagłębia Lubin. Począwszy od bramkarza Chovana (zwłaszcza za obronę strzału Dawidowicza) poprzez defensywę (świetna gra Škriniara i Valjenta) kończąc na graczach ofensywnych (szczególnie Mihalik, Chrien i joker Šafranko). Na gracza meczu wyrósł jednak, harujący na całej długości boiska Stanislav Lobotka. Trener Pavol Hapal naprawdę ma podstawy do tego by mówić, że jego zawodnicy byli lepsi od naszych reprezentantów.

 

W naszym obozie panują zgoła odmienne nastroje. Z drugiej strony Polacy nie spuszczają głów i mówią, że będą walczyć dalej. Mimo porażki, która mocno skomplikowała nasza sytuację w grupie, wszystko jest nadal w naszych rękach. Potrzebne chyba do tego będą zmiany w składzie. Jednak co do taktyki i wyborów personalnych można być spokojnym. Trener Dorna to inteligentny trener, który zna tych chłopaków na wylot. Zasłużył ciężką pracą na to by prowadzić reprezentację w takim turnieju, a wszyscy kibice liczą na niego i jego chłopaków. Wierzymy, że Polska jest w stanie ograć Anglię i Szwecję. Potrzeba jednak do tego zdecydowanie lepszej gry niż w piątkowy wieczór.

 

 

 

Europejski weekend piłkarski

futbolbezprzerwy

Za nami kolejny emocjonujący piłkarski weekend. Grała cała Europa, padło wiele bramek, ale i wiele interesujących rezultatów i to nie tylko w tych najsilniejszych ligach. Poza słabszą formą Bayernu czy Manchesteru City, odbyły się derby Sztokholmu czy Sarajewa. Również w Polsce to był niezwykle ciekawy weekend. Na pierwszy plan wysuwają się powracające derby Łodzi. Wszystko to w krótkim, subiektywnym podsumowaniu najciekawszych wydarzeń weekendu.

 

A podsumowanie zaczynamy od derbów Sofii. Tym razem spotkanie pomiędzy CSKA a Lewskim, które odbyły się w sobotę, tym razem wymagają dokładnego objaśnienia. Nie wszyscy bowiem są przekonani, że naprzeciw siebie stają dwaj odwieczni rywale. Chodzi tutaj o sytuacje CSKA Sofia. Klub ten został w zeszłym roku zdegradowany do bułgarskiej 3-ej ligi, w związku ze złą sytuacją finansową klubu. Co ciekawe jako 3-ligowiec CSKA zdobyło w tym roku Puchar Bułgarii. Jak więc udało im się awansować z trzeciej od razu do pierwszej ligi? Za wszystkim stoi postać businessmana Griszy Ganczewa, który w czerwcu zeszłego roku został właścicielem CSKA. Jednak z racji nierozwiązanych problemów finansowych Ganczew rozwiązał klub. W czerwcu tego roku przedsiębiorca posiadający udziały w innym, mniej znanym klubie, Czawdar Etropole zmienił jego nazwę na CSKA 1948 AD. To jednak nie koniec. Ponieważ Ganczew jest również właścicelem ekstraklasowego Lieksu Łowecz, połączył tą właśnie drużynę z nowoutworzonym klubem i przeniósł jej siedzibę do Sofii, dając nazwę CSKA. I tak nowe CSKA na licencji Liteksu Łowecz dostało się do najwyższej klasy rozgrywkowej. Zagmatwana sytuacja legendarnego klubu nie odpowiada wszystkim kibicom, jednak mecze CSKA gromadzą sporą liczbę fanów, także tych zagorzałych, uczęszczających od lat na mecze swojej drużyny. Inaczej myślą kibice Lewskiego, którzy na trybunach odprawili „pogrzeb” za swego odwiecznego rywala. Co do samego meczu to padł wynik 1:1, a co za tym idzie liderujący Lewski ma już tylko dwa punkty przewagi nad drugim w tabeli Łudogorcem Razgrad. CSKA jest natomiast na czwartym miejscu.

Niedziela 16. Października. Na ten dzień długo czekali piłkarscy kibice w Łodzi. Wreszcie są. Derby miasta. Na remontowanym stadionie ŁKS-u kibice zobaczyli cztery bramki i walkę do ostatniej minuty spotkania. Nikt nie spodziewał się, że po pierwszej połowie, gdy ŁKS prowadził 1:0, Widzewiacy zdołają strzelić dwa gole. Gospodarze za sprawą Maksyma Kowala dopiero pod koniec meczu doprowadzili do wyrównania. Końcówka spotkania ewidentnie wynagrodziła wszystkim niezbyt porywającą pierwszą połowę.

Bezkrólewie w Sarajewie. 109. derby pomiędzy FK a Żeljezniczarem zakończyły się bezbramkowym remisem. W deszczowe, sobotnie popołudnie oba zespoły nie zdołały trafić do siatki. To już szósty remis w przeciągu trzech lat.

Zupełnie inny przebieg miały poniedziałkowe derby Sztokholmu. Spotkanie pomiędzy Hammarby i Djurgarden miało wszystko to za co kochamy futbol. Na wypełnionej po brzegi Tele2 Arenie kibice zobaczyli emocjonujące widowisko, w którym padło sześć bramek. Dość szybko prowadzenie objęli pełniący tego dnia role gości piłkarze Djurgarden, którzy już po 32. minutach mieli na swoim koncie dwubramkową przewagę. Jednak to nie oni cieszyli się ze zwycięstwa, bo gospodarze odrobili stratę i dołożyli jeszcze dwa gole. Bohaterem Hammarby został Brazylijczyk Romulo, który ustrzelił hat-tricka.

Złośliwi twierdzą, że w Słowenii rozgrywane jest tylko jedno spotkanie. Faktem jest, że na ten mecz czeka cała piłkarska Słowenia. Tym razem słoweńskie derby pomiędzy Olimpiją Ljubljana, a Mariborem odbyły się w stolicy Słowenii. Zwycięzcami okazali się goście, którzy głównie dzięki dobrej grze kapitana Marcosa Tavaresa (dwie asysty) pokonali Olimpiję 3:1. Brazylijczyk, który gra w Mariborze już 8 lat to najskuteczniejszy strzelec, a także gracz, który ma na koncie najwięcej występów w historii klubu. W spotkaniu wzięli udział również gracze znani z występów w polskiej lidze. W ekipie Olimpiji wystąpił były gracz Wisły Kraków Andraž Kirm, a w zespole gości w pierwszej jedenastce wyszedł Marko Šuler, kiedyś przywdziewający barwy Legii Warszawa.

W najsilniejszych europejskich ligach na pierwszy plan wysuwa się kryzys Bayernu Monachium. Media donoszą nie tylko o słabym wyniku, czyli remisie we Frankfurcie z Eintrachtem, ale i o złej atmosferze. Wydaje się, że nie tylko Bawarczycy mają swoje problemy. W mijający weekend kolejny mecz bez zwycięstwa rozegrali również gracze Manchesteru City. Tym razem na ich drodze stanął Everton, który wywiózł z City of Manchester Stadium cenny punkt. Bohaterem spotkania okazał się bramkarz gości Maarten Stekelenburg, który obronił dwa (!) rzuty karne. Zarówno City jak i Bayern w środku tygodnia zagrają w Lidze Mistrzów, na którą czekają również Legia i Real.

 

Co przed Euro piszczy. Hiszpania, Chorwacja, Czechy.

futbolbezprzerwy

 Piłkarska gorączka trwa, piłkarze lecą do Francji, żegnani przez kibiców często w sposób bardzo żywiołowy. Nie ma się co dziwić, nadzieje są ogromne w każdym z krajów uczestniczących w turnieju. U nas nastroje są różne. Mecze towarzyskie nie dały nam powodów do satysfakcji, jednak można się zastanawiać czy warto brać mecze z Holandią i Litwą pod uwagę. Zapewne są aspekty, które należy analizować szerzej (tak jak np. grę w obronie), wiemy jednak, że są to tylko mecze towarzyskie, które nigdy nie dają tyle co mecze o stawkę. Koniec końców pozostaje pewien niesmak.

Z podobnymi problemami zmagamy się nie tylko my. Na alarm, może nie jakiś wielki, ale jednak biją media w Hiszpanii. Wczorajszy, gorący wieczór w Getafe nie zapisze się w historii piłki nożnej tego kraju. Dziennik Marca pisze za to, że bramka strzelona przez Okriashviliego to jedna z ważniejszych w historii reprezentacji Gruzji. Jak dodaje El Pais porażka we wtorkowym meczu jest niepokojąca. Vicente Del Bosque próbował różnych wariantów. Po przerwie w pomocy zagrał Iniesta, 60 minut na boisku spędził Lucas Vasquez, którego zmienił David Silva, a w ataku cały mecz rozegrali Nolito i Aritz Aduriz. Żaden z tych piłkarzy nie zdołał znaleźć sposobu na szczelny, gruziński mur. Mecz z drużyną z Kaukazu, według innego hiszpańskiego dziennika AS pozostawia wiele do myślenia i daje ostrzeżenie reprezentacji i jej kibicom.

Grę swojej reprezentacji w podobnym tonie analizują grupowi rywale Hiszpanów – Czesi. Czołowy portal isport.cz szeroko opisuje występ swoich piłkarzy w meczu z Koreą Południową, który miał być próbą generalną przed Euro. Próba ta wypadła blado, Koreańczycy pokonali naszych południowych sąsiadów 2:1, a isport.cz wylicza co trapi drużynę Pavla Vrby. Przede wszystkim jest to zbyt wolne rozgrywanie piłki, co przy pressingu rywali powoduje częste straty. Coś w czeskiej maszynie się zacięło i ciężko może być nadrobić zaległości w ciągu tygodnia, co potwierdza cytowany przez portal Werner Lička, znany z pracy z polskimi drużynami. Czesi zagrają pierwszy mecz w poniedziałek, a ich rywalami będą mistrzowie Europy Hiszpanie.

Zupełnie inaczej niż Czesi i Hiszpanie przygotowania do Euro zakończyła inna drużyna z grupy D – Chorwaci. Trzeba jednak przyznać, że ostatni sprawdzian przed turniejem zaliczyli z niezbyt wymagającym rywalem, czyli San Marino, którym wbili 10 goli. Tym niemniej atmosfera wokół kadry jest wspaniała. Jeden z największych dzienników Večernji List cytuje znanych zagranicznych trenerów, którzy świetnie oceniają drużynę znad Adriatyku. Jednym z nich jest Arsene Wenger twierdzi, że Chorwaci mogą sprawić wielką niespodziankę i być „czarnym koniem” turnieju. Nic dziwnego, że nastroje w ekipie chorwackiej są świetne, gdy tacy eksperci doceniają jej klasę. Wysokiej ocenie gry Luki Modricia i spółki sprzyja też fakt, że Euro zostanie rozegrane we Francji, gdzie 18 lat temu Chorwaci osiągnęli swój największy dotychczasowy sukces – zdobyli brązowy medal mistrzostw świata. Do tego jednak długa droga, a najpierw piłkarze prowadzeni przez Ante Čačića muszą myśleć o wyjściu z trudnej grupy. Pierwszym przeciwnikiem Turcja, z którą zagrają w niedzielę na paryskim Parc des Princes.

Nie lekceważmy Irlandii Północnej. Odliczanie do Euro czas zacząć.

futbolbezprzerwy

Wszyscy już odliczają dni do pierwszego gwizdka sędziego podczas Euro. Cały naród trzyma kciuki za swoich piłkarzy, wszyscy są z drużyną, wszyscy są kibicami. W ostatnich dniach można się przekonać o tym, że piłka nożna ma wielką moc. Potrafi nawet zepchnąć na drugi plan wielką politykę. Zamiast przemówień polityków możemy słuchać wypowiedzi piłkarzy, trenerów i piłkarskich ekspertów. Polskę ogarnia futbolowa gorączka. I ta sytuacja ma miejsce w krajach wszystkich uczestników Euro, których jest 24. A w pozostałych miejscach na Starym Kontynencie kibice czekają po prostu na piłkarskie emocje.

Tych we Francji z pewnością nie zabraknie. My oczywiście liczymy na to, że Polska wreszcie osiągnie coś więcej niż tylko zagranie trzech meczów w fazie grupowej. Apetyty są ogromne, balon nadmuchany, oczekiwania takie jakich nie było od dawna. Cóż, nawet zachodnie media chwalą Polaków i stawiają ich w gronie zespołów, które mogą sprawić niespodziankę. Polscy piłkarze zasłużyli sobie na to świetnymi eliminacjami, pokonaniem Niemców i stylem prezentowanym w ostatnich miesiącach. Ostatnia porażka z Holandią trochę ostudziła rozbuchane emocje. Jeśli Polacy mieli przegrać to dobrze, że w sparingu, a nie podczas meczu na Euro. Bardziej martwi styl zaprezentowany przez Polaków, którzy niestety nie wypadli za dobrze na tle Holendrów. Być może piłkarze czują w nogach ciężką pracę z Arłamowa. Być może w meczu z Litwą zagrają na większej świeżości i obraz naszej gry będzie zupełnie inny. A świeżość i przygotowanie fizyczne będzie niezwykle potrzebne w, moim zdaniem, najważniejszym meczu, którym będzie pojedynek z Irlandią Północną. Wiadomo, że Wyspiarze to nie jest drużyna, która stawia na finezję i wyszkolenie techniczne. Tutaj będą się liczyły siła fizyczna i ulubione przez niektórych ekspertów cechy wolicjonalne.

Można zauważyć, że mecz z Irlandczykami z Północy to dla wielu speców od futbolu spotkanie, w którym nasi rywale będą tylko wyciągać piłkę z bramki i nie mają prawa nas skrzywdzić. Inaczej już sprawy się mają, jeśli chodzi o ocenę potencjału reprezentacji Ukrainy i Niemiec. Prawda jest jednak taka, że z każdym z trzech grupowych rywali w ostatnich latach grało nam się niezmiernie ciężko. Oby piłkarze pamiętali o tym, także w przypadku Irlandii Północnej, z którą mierzyliśmy się w eliminacjach do Mistrzostw Świata w 2010 roku. Co prawda reprezentacja wygląda w tej chwili inaczej niż siedem lat temu, jednak są w niej gracze którzy uczestniczyli w tamtych ciężkich bojach. Są to Jakub Błaszczykowski, Artur Boruc, Robert Lewandowski oraz Jakub Wawrzyniak. Wtedy w dwumeczu z graczami z Wysp udało nam się zdobyć zaledwie jeden punkt, a w Chorzowie bramkę strzelił nam Kyle Lafferty, który za tydzień również spróbuje postraszyć naszą defensywę. Oczywiście bank informacji i sztab szkoleniowy naszej kadry ma wiele informacji na temat naszych rywali, a obserwując pracę Adama Nawałki należy przypuszczać, że Polacy zostaną dobrze przysposobienie nie tylko do pierwszego meczu, ale i kolejnych.

Nasz szkoleniowiec pokazał, że nieraz potrafi wyciągać odpowiednie wnioski i jest za każdym razem świetnie przygotowany do spotkania. Mecz z Holandią dał dużo materiału do wyciągnięcia takich wniosków. Podstawowe problemy, które widać to zgranie w obronie, bardziej agresywna (ale nie brutalna) gra oraz recepta na uwolnienie od krycia Roberta Lewandowskiego. Okazją do sprawdzenia kolejnych wariantów będzie zatem mecz z Litwą, który być może da szansę na zaistnienie zawodnikom, którzy nie zagrali w środowym spotkaniu.

Reasumując mecz z Holandią ostudził trochę emocje i pokazał, że Polska nie jest jeszcze mistrzem Europy. Nie należy jednak lamentować, że Polacy nic na turnieju nie osiągną. Wyjście z grupy to całkiem realny plan, a przejście każdej kolejnej rundy należy traktować w kategoriach sukcesu. Polscy piłkarze mają szanse na pokazanie się piłkarskiemu światu w zupełnie innej roli. Nie w lidze, nie w europejskich pucharach, tylko na zupełnie innym poziomie. O to przecież walczyli i walczyć będą na francuskich boiskach.

 

Piłkarska mapa Europy. Serbia.

futbolbezprzerwy

Przy okazji meczu polskiej reprezentacji z rywalami z Bałkanów warto przedstawić nieco informacji na temat kraju, który posiada ogromne tradycje piłkarskie.

Przede wszystkim Serbia to drużyna złożona z graczy, którzy stanowią o sile mocnych europejskich klubów, co więcej jest wylęgarnią talentów, co potwierdza Mistrzostwo Świata do lat 20 zdobyte w zeszłym roku. Derby Belgradu, czyli stolicy tego kraju, są uważane za jedne z najgorętszych na świecie, a jeden z klubów z tego miasta - Crvena zvezda, może pochwalić się zdobyciem Pucharu Europy (dziś Liga Mistrzów). Co więc sprawia, że piłkarska reprezentacja Serbii gra poniżej oczekiwań?

Być może wpływ mają na to nieporozumienia na linii trener-piłkarze. Obecnie atmosfera nie jest najlepsza za sprawą dwóch graczy. Dušan Tadić oraz Nemanja Gudelj zapowiedzieli, że nie zagrają już w kadrze prowadzonej przez Radovana Ćurčića, bo nie zostali powołani na dwa towarzyskie mecze. Wcześniej kiedy reprezentację prowadził Siniša Mihajlović nie było w niej miejsca dla Adema Ljajicia, który był najlepszy na boisku w ekipie Serbów w meczu z Polską.

Pod wodzą Mihajlovicia nasi środowi rywale nie zachwycali i przegrali eliminacje do brazylijskiego Mundialu. Byłego gracza Lazio i Interu zastąpił doświadczony Holender, Dick Advocaat, jednak zrezygnował on po trzech meczach. Kolejne feralne eliminacje dokończył więc obecny selekcjoner. Jego zadaniem jest zapewne budowa ekipy na Mistrzostwa świata w Rosji. Czy skorzysta z Tadicia i Gudelja? Nie wiadomo. Jednak patrząc na skład Serbów oraz na to jacy piłkarze są poza składem, brak tych dwóch zawodników, może w ogóle nie wpłynąć na grę "Orłów".

Pierwsi gracze, którzy kojarzą się z Serbią to oczywiście Branislav Ivanović, Nemanja Matić (obaj Chelsea) oraz Aleksandar Kolarov z Manchesteru City. Ponadto takie nazwiska jak Aleksandar Mitrović, Adem Ljajić, Matija Nastasić czy Lazar Marković mówią sporo kibicom futbolu w Europie, bowiem stanowią oni o sile takich klubów jak Newcastle, Inter, Schalke oraz Fenerbahçe. Oprócz tych już mniej lub bardziej doświadczonych zawodników pierwsze szlify w poważnym, międzynarodowym, futbolu, zbierają młodzi Andrija Živković (20 lat), Sergej Milinković-Savić (21 lat) czy Nemanja Maksimović (21 lat). Wszyscy trzej to członkowie mistrzowskiej ekipy do lat 20 z 2015 roku. A jest tam więcej utalentowanych piłkarzy, którzy za jakiś czas mogą stanowić trzon reprezentacji Serbii, która być może nie będzie miała problemu z awansem na wielki turniej i z którą możni światowego futbolu będą się mogli liczyć.

 A jeszcze niedawno tak było. Serbska reprezentacja, w latach 90-tych jeszcze pod nazwą Jugosławii, a później Serbii i Czarnogóry, toczyła zacięte boje z takim drużynami jak Holandia czy Hiszpania, a na Mistrzostwach Świata w 2010 roku potrafiła pokonać Niemców.

Widać więc, że w serbskiej piłce drzemią wielkie możliwości. Partizan i Crvena zvezda to kluby, które wychowują mnóstwo świetnych piłkarzy. Wielu z nich gra w ekstraklasowych klubach w całej Europie. Czy pójdą oni w końcu śladami Siniszy Mihajlovicia, Dejana Stankovicia i Ljubinko Drulovicia? Zobaczymy już w kolejnych eliminacjach.

© Piłkarski Obłęd
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci